Greta od Rothshilda

Działalność Grety Thunberg nigdy nie przedstawiała się jako oddolne i spontaniczne działanie, lecz starannie przygotowany spektakl, w którym obarczona wieloma trudnościami natury emocjonalnej i psychicznej dziewczyna zostaje wykorzystana do brudnej gry o wielkie pieniądze i władzę.

Zajmująca się zawodowo walką z globalnym ociepleniem Greta Thunberg przemierza świat w ramach swoistego politycznego tournée. Finansowana przez wielki biznes Szwedka stała się dziś gwiazdą, którą młodzież bezmyślnie naśladuje, organizując własne strajki klimatyczne. Ostatnie tygodnie młodocianej idolce upłynęły na rejsie luksusowym jachtem przez Atlantyk. W podróż zabrała ją zaprzyjaźniona australijska rodzina, która chciała pomóc Grecie przemieścić się z powrotem do Europy. Aktywistka zadeklarowała wcześniej, że nie zamierza latać samolotami, które emitują zbyt wielkie ilości spalin. Jak jednak zauważyli dziennikarze, misja nie powiodła się choćby z tego powodu, że rejs nigdy nie doszedłby do skutku bez udziału brytyjskiej żeglarki, która poleciała specjalnie do USA, aby towarzyszyć Thunberg w czasie rejsu.

Powitanie na nabrzeżu
Na fanach Szwedki nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia. Najpierw przebieg podróży jachtu „Vagabond” śledzili uważnie w mediach, a następnie urządzili niezwykle entuzjastyczne przywitanie na nabrzeżu w Lizbonie. Mało tego, na powitanie Thunberg wyszli przedstawiciele lokalnych władz, którzy w blasku fleszy witali ją niczym przedstawicielkę rządowej delegacji z zagranicy. Celem podróży młodej aktywistki był oczywiście szczyt klimatyczny w Hiszpanii, który został tam przeniesiony z Santiago w Chile, gdzie trwają regularne zamieszki. Thunberg od dłuższego czasu planowała nawet wycieczkę jachtem do Ameryki Południowej, lecz w ostatniej chwili musiała zmienić plany. Ogłosiła potrzebę przedostania się drogą morską na Stary Kontynent i nie musiała długo czekać. Wcześniej uczyniła podobnie, podróżując na szczyt Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, gdzie wygłosiła swoje pamiętne przemówienie. Odwiedziny w Hiszpanii okazały się dla Thunberg niezwykle kłopotliwe, gdyż tamtejszy serwis internetowy El Confidential opublikował materiały świadczące o tym, że za młodocianą gwiazdą walki z globalnym ociepleniem stoi nie tyle młodzieńczy bunt, ile wielkie pieniądze. Autorzy sensacyjnego materiału, którzy wcześniej byli jednymi z pierwszych informujących o aferze „Panama Papers”, przedstawili dane świadczące o tym, że wśród najważniejszych sponsorów niedoszłej pokojowej laureatki nagrody Nobla byli m.in. Fundacja Rockefellera, Bloomberg Philantropies czy też powiązany z Chrisem Cohnem Children Investments Fund.

Bohaterka Rockefellera
Potwierdziło się tym samym to, o czym wielu komentatorów pisało od dawna. Działalność Grety Thunberg nigdy nie przedstawiała się jako oddolne i spontaniczne działanie, lecz starannie przygotowany spektakl, w którym obarczona wieloma trudnościami natury emocjonalnej i psychicznej dziewczyna zostaje wykorzystana do brudnej gry o wielkie pieniądze i władzę. Wspomniana już Fundacja Rockefellera promuje młodą Szwedkę jako lidera „krucjaty” o lepszą przyszłość, która podróżując bezemisyjnymi jachtami służy jako „inspiracja” dla całego świata. W ostatnim czasie skrajny ekologizm staje się niezwykle chwytliwym i popularnym hasłem przyciągającym rzesze wyborców. Pokazują to chociażby wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz parlamentów w poszczególnych krajach, w których coraz większą popularnością zyskują partie „zielone”, pozostające do tej pory raczej poza głównym nurtem polityki. Ostatnie wydarzenia pokazują jednak, że „zielony zwrot” w polityce dotyczy coraz bardziej również polskiej sceny politycznej.

Dryfujące coraz silniej w stronę centrum (a nawet lewicy) Prawo i Sprawiedliwość swoimi działaniami wyraźnie manifestuje chęć podążania w kierunku, którego symbolem jest obecnie Greta Thunberg. Świadczy o tym chociażby powołane niedawno Ministerstwo Klimatu, na którego czele stanął Michał Kurtyka. Polityk ten wyznał niedawno, że to właśnie on zaprosił Gretę Thunberg na szczyt klimatyczny, który odbył się w 2018 roku w Katowicach. Rzecz jasna, młoda Szwedka zyskałaby zapewne popularność, nawet gdyby nie przybyła wówczas do Polski, lecz zaproszenie to z pewnością pomogło jej w zrobieniu błyskotliwej kariery. Obecnie w ślady Thunberg chce iść coraz więcej młodzieży, która walkę o klimat uczyniła jednym z motywów swojego pokoleniowego buntu. Zorganizowany w całej Polsce Młodzieżowy Strajk Klimatyczny przyciągnął wiele osób, lecz niestety także i polityków. Na jednym z nich, w Poznaniu, pojawiła się nawet sama minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Należąca do partii Porozumienie Jarosława Gowina Emilewicz wraz z Kurtyką należą bez wątpienia do najbardziej „zielonych” polityków w obecnym rządzie, a w ubiegłym roku gościli nawet na specjalnej konferencji klimatycznej zorganizowanej przez papieża Franciszka.

Na szkodę Polski
Zamiast tonować narastającą klimatyczną histerię, Kurtyka i Emilewicz podsycają więc coraz bardziej niebezpieczne tendencje, które Polsce i światu mogą wyjść tylko na gorsze. Pod przykrywką zmagań z emisją gazów cieplarnianych kryje się bowiem najczęściej chęć poddania całej gospodarki kolejnym regulacjom oraz narzucenia skrajnych rozwiązań. Jedną z głównych motywacji chęci narzucania całemu światu „zielonych” regulacji jest chęć wyeliminowania konkurencji dla najbardziej zamożnych krajów świata w postaci krajów rozwijających się i bazujących na energii produkowanej przy pomocy węgla. Takich właśnie jak Polska. Postawa naszego rządu, który autentycznie zaangażował się w dzieło rzekomej obrony planety dziwi, tym bardziej że podczas gdy niemieckie władze oraz lobbyści nieustannie dążą do zamknięcia kopalń węglowych poza swoimi granicami, na terenie samych Niemiec uruchamiane są właśnie nowe placówki tego typu.

Nawet gdyby główna hipoteza o globalnym ociepleniu była całkowicie prawdziwa, działania Polski i wielu innych krajów nie mają tak naprawdę żadnego większego znaczenia wobec faktu, że największymi emitentami gazów cieplarnianych są m.in. USA i Chiny. Pierwsze z tych państw wypowiedziało niedawno porozumienie paryskie, drugie zaś bez żadnych zahamowań przystąpiło do ogromnego programu rozbudowy elektrowni węglowych. Choć nie wypada cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia, dobrze stało się, że Greta Thunberg nie zdołała w porę dotrzeć na otwarcie szczytu klimatycznego w Madrycie. Ona sama nie kryła wściekłości, że w Hiszpanii nie udało się osiągnąć praktycznie żadnego postępu w dziele redukcji emisji spalin. Mimo to na ulicach hiszpańskiej stolicy pojawiło się nawet kilkaset tysięcy protestujących, którzy próbowali zwrócić uwagę na narastający – ich zdaniem – problem z klimatem. Gdy Szwedka przybyła wreszcie pociągiem do Madrytu, witały ją setki osób skandujących jej imię. W wywiadzie dla jednej ze szwedzkich gazet Thunberg wyznała, że tak naprawdę nie lubi być ciągle w centrum uwagi, lecz wie, że walczy w dobrej sprawie. Wypowiadając się na temat zmian klimatycznych, aktywistka korzysta nieustannie z liczby mnogiej. Wielkie media i wielki biznes już dawno namaściły ją na lidera całego młodego pokolenia.

Kogo jednak tak naprawdę reprezentuje histeryczna obrończyni klimatu? Być może części odpowiedzi udzieliło śledztwo, jakie przeprowadzili dziennikarze przyglądający się jej zeszłorocznej wyprawie przez ocean na szczyt klimatyczny do Nowego Jorku. Wówczas okazało, że jacht Malizia, na którym płynęła, aby bronić planety, należał do niemieckiego potentata z branży nieruchomości Gerharda Senfta, który z kolei zakupił go od banku inwestycyjnego Edmond de Rothschild ze Szwajcarii. Podobnych sponsorów, przejętych dziejową misją Grety, jest znacznie więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *